
Do fanów Nicole Kidman i fanek Daniela Craiga: nie wierzcie trailerom! (:
Z istnieniem książek, które pokochać (a nawet przeczytać) można w określonym wieku chyba zgodzą się wszyscy. Praktycznie niemożliwym wydaje się przypadek, by dwudziestolatek dokończył “Narnię”, a uczeń podstawówki zaczytywał się w powieściach Hugo. Obu rzeczy próbowałam. Z marnym skutkiem. Na szczęście wychodząc naprzeciw oczekiwaniom wszystkich tych, którym złamano dzieciństwo, zapanowała moda na ekranizacje powieści dla-dzieci-i-młodzieży.
W dalekim świecie, równoległym (prostopadłym?) do naszego rządzi kościół. Kapłani próbują za wszelką cenę utrzymać w tajemnicy istnienie innych światów prostopadłych (równoległych?). Nie cofną się przed niczym. Nawet przed porywaniem dzieci i przeprowadzaniem na nich wątpliwych moralnie eksperymentów. W tym to świecie pewna osierocona(?) dziewczynka otrzymuje tajemniczy przyrząd, umożliwiający wykrycie prawdy. A że pannica okazuje się całkiem zuchwałą smarkulą postanawia wyruszyć na poszukiwania swojego uprowadzonego przyjaciela…
Od razu się przyznam, że nie czytałam książki. Nie czuję się więc w jakikolwiek sposób kompetentna, by porównywać film z oryginałem i zaznaczam, że mam zamiar ocenić go jedynie z poziomu pullmanowego-ignoranta.
Całość jak to zwykle bywa, prezentuje się niezwykle widowiskowo. Kolejne hollywódzkie wytwórnie widać urządziły sobie konkurs i obecnie prześcigają się w efektach specjalnych i kaskaderskich wygibasach. Same filmy zaczynają przypominać tłoczne rewie lub stragany z fajerwerkami (nic tylko czekać gdy pewnego razu całość “wybuchnie”). Nie oznacza to oczywiście, że film jest niestrawny. Wręcz przeciwnie. Ogląda się go jak całkiem ładny cukierek.
Mamy więc gadające zwierzęta, fantastyczne krajobrazy i obowiązkową Wielką Bitwę (choć ta została nam zapowiedziana dopiero w 2009 roku). Jednostkę od której zależą losy świata, oraz jej wiernych pomocników. Ale przede wszystkim mamy dobrą rozrywkę stojącą na przyzwoitym poziomie. Aż szkoda, że muzyka ze “Złotego kompasu” nie urzeka niczym szczególnym i wyraźnie ustępuje miejsca wybitniejszym soundtrackom (tak, mój ulubiony to ten z “Narnii”).
JEDNYM SŁOWEM: Szczypta “Narnii” + odrobina “Władcy Pierścieni” + zdziebko “Harry’ego Pottera”=”Złoty kompas”
OCENA: 6,5/10
Leave a comment