
Aż chciałoby się zakrzyknąć: “wyrobił się chłopak!”. O ile oczywiście takie stwierdzenie byłoby odpowiednie w przypadku ponadczterdziestoletniego mężczyzny.
Najnowsza powieść Jonathana Carolla, standartowo już podejmuje tematykę większego porządku rządzącego światem, miłości, która wszystkich ocali i obowiązkowych gadającym psów (tutaj dodatkowo mamy jeszcze Verze). Mamy więc Bena Goulda, jego ducha (?) Ling, (byłą?) dziewczynę German i psa Matuzalema, przepraszam - Pilota. Ben nie umarł choć powinien i tyle właściwie należy powiedzieć słowem wstępu, by nie zdradzić zbyt wiele. Powieści Carolla przypominają mozaikę (słowo użyte celowo), a jedno wydarzenie łączy się z innym w apetycznym sosie.
“Zakochany duch” zbiera mietne recenzje. Jest to przynajmniej dziwne. Oczywiście nie sposób się nie zgodzić, że powieść świetnie się zaczyna, a potem tempo stopniowo siada, ale pozycje trzymające niezmienny poziom przez wszystkie 300 stron trafiają się obecnie niezwykle rzadko.
Autor po raz pierwszy dorobił do swojego świata swoistą “mitologię”, robiąc wyraźny zwrot od pokręconego realizmu magicznego. Po raz pierwszy większość rzeczy nie dzieje się, bo tak mu się wymyśliło, ale dlatego, że takie zasady rządzą jego wymyślonym światem. Moim zdaniem to krok w dobrą stronę.
Caroll przyzwyczaił wszystkich do pięknego, lirycznego języka i świetnego warsztatu, a nieco inaczej poprowadzona akcja sprawia, że ”Zakochany duch” świetnie nadaje się dla tych wszystkich, którzy wcześniej nie mieli okazji zapoznać się z dziełami autora. A i “starzy” fani nie będą zawiedzeni…
JEDNYM ZDANIEM: Nowy, lepszy Gaiman.
OCENA: 6,5/10
Leave a comment