
Tak wiem . Sama sobie jestem winna. Mało jest, powiedzmy nienajlepszych filmów posiadających wyśmienite sequele. Tym razem także obyło się bez niespodzianki.
“Skarb Narodów: Księga Tajemnic” koncentruje się na próbie oczyszczenia z zarzutu organizacji zamachu na Abrahama Lincolna, pra pra dziadka Billa Gatesa (Cage). By tego dokonać należy znaleźć tajemniczy skarb, wypowiedzieć kilka nieśmiesznych żartów, obowiązkowo ryzykować życiem i zdobyć serce pięknej kobiety. Myślę, że nikomu nie zepsuję zabawy dodając, że do obowiązków Złego należy zrehabilitować swoje przewiny, a Tych Dobrych spaść na czery łapy w cukierkowym finale.
Oglądając ten film nie mogłam się zdecydować, czy jest to film dla dzieci czy głupiutki film dla dorosłych. Sami aktorzy chyba także się pogubili. Niestety. Szkoda Harrisa, Voighta i Mirren.
“Skarb Narodów” nudzi. Okropnie. Widać w nim osławioną “disneyowatość” starannie ukrytą w “Piratach z Karaibów”. Może całość całkiem nieźle sprawdziłaby się w familijnej animacji, ale w czymś co przynajmniej teoretycznie stara się być kinem przygodowym po prostu razi. Sceny z prezydentem-erudytą (rozumiem, że to szczęśliwa post-Bushowa era?) czy francuskimi policjantami wypadają strasznie sztucznie. Indiana Jones miał wdzięk, którego widać Gatesowi zabrakło…
Pod względem technicznym film stoi na przyzwoitym poziomie. Muzyka całkiem sprawnie wypełnia tło, choć nie zapada w pamięć. Ujęcia są leniwe (za leniwe?) , co pozwala nie pogubić się w fabule nawet mniej uważnym widzom. Zresztą umówmy się. Zdubić się NIE DA. To jednak wciąż za mało by uznać ten film za chociażby “przyzwoity”. Bo jeśli czegoś nie znoszę w Hollywoodzkich produkcjach to traktowania widza jak idioty.
JEDNYM ZDANIEM: Marne popłuczyny po “Poszukiwaczach zaginionej Arki”
OCENA: 3/10
króciutka ta recenzja
ale w sumie i film nie warty dłuższej