
“Powrót do przeszłości” ma swój urok. Po pierwsze został nakręcony ładnych kilkanaście lat temu. Po drugie jest komedią i nie próbuje pozować na ambitny film instruktażowy dla fizyków współczesnych poszukujących wehikułu czasu. Profesor rzuca z ekranu naukowe terminy, ale nie robi tego w sposób patetyczny. Zresztą często robi to obserwując znudzenie własnych słuchaczy.
“Deja vu” niestety uroku nie ma za grosz. Nie trzeba studiować fizyki, wystarczy zwykła spostrzegawczość by stwierdzić, że film jest wierutną brednią. Ale o tym za chwilę.
Wybuchł prom. Zginęło wielu ludzi. W tym jedna dziewczyna, którą najwidoczniej zabito wcześniej, a jej zwłoki umieszczono na pokładzie feralnego statku by zatrzeć wszelkie ślady. Rozpoczyna się śledztwo. Prowadzi je Danzel Washington w znanej wszystkim roli policjanta-poczciwiny (coby poczciwej cioty nie powiedzieć). Znamy go w takiej roli choćby z “Planu Doskonałego”. Nawet miny pozostawił te same.
Agenci FBI przeglądają taśmy z nagranym życiem zamordowanej dziewczyny. Okazuje się, że obraz na monitorze nie jest tym czym się wydaje…(Danzelowi oczywiście wydaje się nagraniem przez około półgodziny dłużej niz średnio rozgarniętemu widzowi) Po krótkiej wymianie terminów rodem z rozpraw akademickich, następuje wątpliwie uargumentowana fajerwerkowa atrakcja i przewidywalny finał.
Coś co czyni ten film niestrawnym jest jego infantylność i pobieżne potraktowanie tematu. Od obrazu w którym w usta bohaterów włożono sformułowania takie jak “zakrzywienie czasoprzestrzeni”, “most Newtona-Kogośtam” (no właśnie, kogo?) i “wrzechświaty równoległe”, oraz kazano im to wypowiedzieć tonem rodem z sympozjum fizyków - oczekuję jakiejkolwiek zgodności z najnowszymi teoriami naukowymi. W przeciwnym wypadku otrzymujemy jedynie nadmuchane, ładnie wyglądające zdania rzucone jedynie po to by zakłopotać amerykańskiego (!) widza. I zażenować tych, którzy mają choć elementarną wiedzę z zakresu fizyki współczesnej.
Koncepcja wehikułu czasu (no i proszę, wygadałam!) ukrytego przed oczami zwykłych śmiertelników i używanego jedynie przez wysoko postawionych agentów FBI, możliwe że nieźle sprawdziłaby się w filmie sc-fi z prawdziwego zdarzenia. Umiejscowienie akcji w dzisiejszych czasach wydaje się nieznośnym zabiegiem podobnym do książkowego realizmu magicznego. I nawet fizyczne terminy brzmią w tym filmie jedynie jak puste zaklęcia, których wymówienie wymaga połamania języka…
JEDNYM ZDANIEM: Bzdura, która nie powinna się zdarzyć. Na kinowych ekranach również.
OCENA: 3/10
Leave a comment