Totalna rozwałka
Była gwiazdka. A gwiazdka równa się prezenty (przynajmniej w większości wypadków).
W związku z moją obsesją (tak! nie bójmy się tego słowa!) na punkcie filmu “Scarface” otrzymałam od moich sióstr - tej rodzonej i tej z którą dzielę jeden mózg - plakat. Zresztą taki jak obok (pal diabli, że mam pomarańczowe ściany)
Ambitnie postanowiłam nie wzywać mego protoplasty i razem z siostrą zawiesić plakat na ścianie. W tej sytuacji należało wykonać parę prostych kroków. Po pierwsze ściągnąć plakat z koniem. Po drugie odczepić od niego listewki. Po trzecie przyczepić listewki do nowego plakatu. I na końcu, wreszcie, zawiesić całość na ścianie. Prościzna.
Z pierwszym krokiem poszło nam całkiem nieźle. Omal nie udusiłyśmy się zalegającym na deseczkach kurzem, ale niczym nie zrażone postanowiłyśmy dokończyć dzieła. I tu właśnie zaczyna się program z cyklu “Jak za pomocą prostych rzeczy dokonać niezwykłych czynów”.
Pineski siedziały mocno wbite w deseczki. Postanowiłyśmy je podważyć linijką i kątomierzem. Nie obyło się oczywiście bez drobnych urazów palców i kilku rozwalonych pinesek (które ostatecznie zostały wyciągnięte nożyczkami przez moją siostrzyczkę). Tym samym zakończyłyśmy drugi etap.
Z ponownym wbiciem pinesek było kilka problemów. Nie tylko dlatego, że plakat wisi obecnie krzywo i można go podziwiać w trzech wymiarach. Wbrew pozorom wciśnięcie pineski w drewno nie jest jakimś szczególnym osiągnięciem (He-Man!). Osiągnięciem jest wciśnięcie jej prosto.
Kiedy w końcu umieściłam wszystkie zaczepki na swoich miejscach stwierdziłam, że odstają od plakatu na dwa centymetry. Postanowiłyśmy je wbić. Moja siostra złapała pierwszą lepszą książkę i zaczęła nią tłuc w listewkę. Okazało się, że maltretujemy “Ballady i Romanse” Mickiewicza. I kiedy ja chciałam dalej mocować pineski używając tego (niewątpliwie) wiekopomnego dzieła, moja siostra wyrwała mi tomik wygrażając od “Puchów wstrętnych”. Ostatecznie pineski zostały wbite encyklopedią “Rasy kotów”. Wbite tylko trochę prościej niż na początku.
Plakat wisi krzywo i odstaje od ściany. Ale satysfakcja jest bezcenna. I od śmiechu z pewnością schudłyśmy kilka kilo.
[obecna wersja notki została zatwierdzona i autoryzowana przez moją piękną, mądrą i do wzięcia siostrzyczkę]
No cóż, plakat tak samo piękny jak kalendarz dla mnie ;]
[ta informacja brzmi trochę desperacko… :P]
Komentarz autor Roberto — 27/12/2006 @ 21:41
Ciekawe. Nigdy nie wbijałam pinesek za pomocą książki. Ale parę lat temu kupiłam sobie taki genialny kalendarz z ptakami i poprosiłam brata, żeby wbił mi w ścianę gwoździk. No i wbił, skubaniec, tylko że osiemdziesiątkę chyba. Mam teraz pięć centymmetrów gwoździa wystające ze ściany i to w najbardziej widocznym miejscu. Wolę nie wyrywać, bo jeszcze się ściana zawali :D
Kocham moje rodzeństwo.
Komentarz autor Vatelema — 28/12/2006 @ 08:11
@ Robert - odczep się :p
@ Vati - sterczący gwóźdź mi również groził. Na szczęście odstający od linii ściany plakat całkowicie go zasłonił :]
Komentarz autor Tygrysia — 28/12/2006 @ 13:38
Cóż jak zwykle piękknie napisane;]
Miło takie coś czytać;]A co do wbijania pinesek książka to tylko wy mogłyście takie coś wymyśleć;];]
Komentarz autor elenya — 01/01/2007 @ 18:35
Bardzo zaciekawil mnie Wasz blog.
Komentarz autor koparka — 16/10/2007 @ 11:36