Dobra. Już prawie coś wydałam. Prawie opowiadanie i prawie książkę.
Podobno nie jest najgorzej. Oczywiście jeśli zapomni się, że teksty napisała osoba z dysinterpunkcją (czyli ja). Dłuższa forma, broni się tym, że zamęcza czytelnika. Krótszej za tarczę służą dialogi.
Lekcja na dziś. Krótko nie znaczy skąpo. Bohater bez rysu psychologicznego jest nudny jak wystąpienia prezydenta, a opisy przyrody budują klimat. I najważniejsze. Nie zaczyna się zdania od “ale”.
Z nowości. Wreszcie podążyłam za najmodniejszym prądem kulturowy i przyłączyłam się do akcji o wdzięcznym haśle “Get Firefox”. Aż sama się zdziwiłam, że moje strony w tym ustrojstwie nie wyglądają najgorzej. Oprócz pasków przewijania (które się nie wyświetlają!) to wyglądają normalnie. Spodziewałam się rozjechanej pikselozy.
Za chwilę idę oddać krew. Mam nadzieję, że nie zemdleję. Tak jak ostatnio kiedy osunęłam się na kolana, gdy zacięłam się przy goleniu (łydek!). Już teraz serce mi wali. Krwi brzydzę się straszliwie i boję się bólu. Jest jednak dobra strona. Nareszcie zobaczę jak NAPRAWDĘ wygląda żylna krew. Bo na pewno nie jak to coś, co serwują nam w filmach (i nie jak ta galareta, którą mam w grze).
W niedzielę przymierzam sukienkę (butów wciąż brak) i odbieram mój najukochańszy film (który w niewolę wpadł). Chcę nowy procesor, czy to tak dużo?!
I podobno nawet gdy piszę o pierdołach to jest to ciekawe. Ze względów oczywistych nie będę z tym zdaniem polemizować.
Zastanawiam się czy jest ktoś, kto lubi dzień 23 grudnia. Ciągłe poganianie, bieganie, sprzątanie i wyrzucanie śmieci. Czy ktoś lubi cały dzień spędzać w kuchni po to, aby to wszystko potem zjeść i sprzątać biurko, żeby je zagracić jak tylko miną święta?
Pamiętam, jak byłam mała nienawidziłam Wigilii Wigilii. W tym roku muszę się przyznać, że w gotowaniu, sprzątaniu i wieszaniu firanek odnajduję pewną perwersyjną przyjemność. Zaczynają podobać mi się te przygotowania. Robione tylko po to, by jutro było pięknie.
Skompletowane prezenty leżą w Tajnym Miejscu. Paradoksem świątecznego sprzątania jest to, że nie można sprzątać “za dobrze”. Bo można zepsuć sobie niespodziankę, kiedy w brudniaku odnajdzie się długo oczekiwany prezent.
Kiedyś buszowałam po szafkach w poszukiwaniu podarków z bilecikiem “Dla Tygryska”. Raz udało mi się znaleźć piękny, błękitny sweter. Od tego czasu staram się nie węszyć. Po prostu nie warto.
Notkę chyba powinnam zakończyć długimi życzeniami i wymienieniem każdego z osobna. Może jednak będzie bardziej oryginalnie? Wszystkim którzy na to zasługują życzę wszystkiego co chcieliby abym im życzyła.
Biegnę lepić uszka.