Operacja “Fałdka”
Sposobów było wiele. Od jarzynowej diety-cud, poprzez głodówkę, a na intensywnych ćwiczeniach kończąc. Każdy miał jakąś własną koncepcję na pozbycie się kłopotliwego kawałka mnie. Operacja “Fałdka” rozpoczęła się na dobre.
Zaczęło się niewinnie. Studniówką i dopasowaną suknią na miarę żony ambasadora. Potem przyszła refleksja i obawa przed kompromitacją. Pod pępkiem sterczała mi fałdka. Tak wielka, że nie powstydziłby się jej kaszalot.
Dzisiaj przyjechałam po raz ostatni przymierzyć kreację. Założyłam buty, dopasowany stanik, wypchnęłam pierś do przodu i wyprostowałam plecy. Pełna obaw zajrzałam w lustro. Bo przecież tam była ona. Fałdka.
W akcie straceńczej odwagi otworzyłam oczy. Bałam się, że będę wyglądać paskudnie, a mała ilość czasu (i dobrych chęci) uniemożliwi mi pozbycie się nadmiaru mnie. Przyjemnie się rozczarowałam. Bo fałdki nie było.
I jeśli chcecie poznać przepis na dietę cud to się zawiedziecie. Nie stosowałam żadnej z zaleconych mi metod. Po prostu pokochałam to z czym muszę się pogodzić. Kto by się przejmował fałdką, kiedy kilkanaście centymetrów nad nią jest niezły biust, a trochę pod nią ładna pupa?
Kompleksy są do kitu - stwierdziła dzisiaj fałdka, a ja pogłaskałam ją w podzięce.
Bardzo fajnie, zabawnie, ale co najwazniejsze prawdziwie to opisałaś. Kompleksy często są tylko naszym wymysłem. Pozdrawiam
Komentarz autor kamila50 — 04/01/2007 @ 16:18
teraz mogę powiedzieć z całą pewnością - przesadzałaś, bo ja tam żadnej fałdki nie widziałem
Komentarz autor Roberto — 07/01/2007 @ 11:17
Bujać to my, ale nie nas :p
Komentarz autor Tygrysia — 08/01/2007 @ 16:45
bujać to bym mógł przed studniówką
Komentarz autor Roberto — 08/01/2007 @ 17:46