Tygrysia

14/03/2007

“Cyklon”

[Nowelka napisana do gazety, którą współtworzę]

Miała wrażenie, że jeśli zaraz nie zapali to wybuchnie. Eksplozja rozsadzi jej spragnione nikotyny płuca, a skrwawione strzępy ciała zachlapią liliowe ściany. Mocno zacisnęła wargi i skrzyżowała nogi pod stołem. Nerwowo rozejrzała się po pokoju. Zwykłe biuro, jakich tysiące w tym mieście. Ogromna dracena skomliła o łyk wody, a stuk zszywaczy do papieru przypominał monotonny dźwięk wielkiej maszyny.

- Trzymasz się jakoś? – młoda blondynka, chyba Ania, była wyraźnie zatroskana.

- Spokojnie. To pierwszy dzień. Jakoś dam sobie radę – wycedziła przez zęby i złapała ołówek automatyczny. Bezwiednie obracała go w dłoniach i stukała metalową sprężynką.

- Przykleiłaś plaster, Lila? – Chyba Ania usiadła za swoim biurkiem i wyciągnęła z szuflady obleśny, żółty segregator.

- To gówno daje – warknęła i poprawiła okulary zsuwające się po mokrym od potu nosie.

Ażeby go pokręciło, debila jednego! Myślał, że skoro jest szefem to mu wszystko wolno! Przykleił świecącą na czerwono tabliczkę z bezczelnym napisem „ZAKAZ PALENIA”. Urządził szopkę na stołówce, w toaletach porozklejał plakaty z czarnymi płucami i pokrojonymi mózgami. No i zagroził, że rozwiąże umowę z każdym kto zapali chociaż jednego papierosa licząc od piątego kwietnia. Piąty kwietnia był dzisiaj.

Lila poczuła wzbierającą falę mdłości. Wybiegła z pokoju potykając się o niszczarkę i zawadzając o tablicę korkową (Palenie powoduje impotencję!). Wypadła na korytarz, zakręciła się na cienkiej szpilce. Chroniąc się przed upadkiem chwyciła jakiegoś mężczyznę za rękaw, modląc się w duchu by nie okazał się klientem „ABC – Ubezpieczenia Samochodowe”. Weszła do toalety i zwymiotowała do umywalki. Drżącymi palcami pomacała kieszenie drogiego żakietu. Cholera! Wszystkie papierosy wyrzuciła do kosza. To jawna dyskryminacja! Palacz też człowiek!

Miała ochotę rzucić tę pracę. Wygarnąć szefowi, jaką jest beznadziejną gnidą. Zebrać z biurka zdjęcia dzieci i wrzucić je do kartonowego pudełka. Zamknąć za sobą drzwi biura i już nigdy ich nie przekraczać. Tylko nie miała tyle odwagi, by rzeczywiście to zrobić.

„On przecież dba o twoje dobro!” powtarzał do znudzenia Wojtek, a mama wypominała, że dzieci nie powinny się wychowywać w atmosferze nikotynowego dymu. Rak czyha, nie pozwól mu się dorwać! Poza tym nieźle tu płacili, a odwyk dobrze jej zrobi.

Nie sądziła żeby to mogło w czymkolwiek pomóc, ale była też pewna, że w niczym nie zaszkodzi. Wyobraziła sobie wyjętego z pudełka „Pall-Malla”. Chwyciła go w dwa palce i zbliżyła do ust. Zacisnęła wargi na niewidzialnym papierosie i wciągnęła do płuc haust wyimaginowanej nikotyny. Od razu lepiej.

Chciała wypuścić powietrze, tak jak to robiła setki razy, wydmuchać je nosem wzdychając leciutko. Spróbowała. Bańka tlenu utknęła w płucach. Lila parsknęła i zrosiła lustro kropelkami śliny. Dotknęła piersi i pod twardym drutem stanika wyczuła niewielką kuleczkę. Przycisnęła palce do ciepłej skóry. Mała bańka powietrza utknęła jej w płucach niczym ziarnko piasku w starej ranie.

Lila poprawiła żakiet, sprawdziła w lustrze czy okulary nie zsunęły się z nosa. Pewnym krokiem wyszła z toalety i wróciła do swojego biura. Uśmiechnęła się do Chyba Ani, może i fajka była wymyślona, ale pomogła naprawdę. Zniknął gdzieś paskudny potwór zmuszający do poszukiwania papierosów, myśli się przejaśniły, prawie zapomniała o nikotynie. Powiodła wzrokiem po pomieszczeniu. Koledzy z pracy też rzucili, Magda przy tym nawet nie przytyła. Ha! Więc można!

Bańka powietrza w płucach nie dawała spokoju. Próbowała jej się pozbyć parskając i charcząc. Kilka razy zakaszlała, ale widząc ciekawskie spojrzenia Młodych i Szczupłych zaprzestała wszelkich prób pozbycia się wstrętnej kuleczki.

W ciągu dnia kilkakrotnie wyobrażała sobie świeżutkie „Pall-Malle”. Ta prosta sztuczka pomagała zmierzyć się ze stresem i uspokajała. Lila odkleiła nikotynowy plaster i zgniotła go butem. Jeszcze jeden paproch na drogim dywanie.

Około południa udała się do toalety. Biustonosz zaczął ją uwierać i w intymnym zaciszu ubikacji miała zamiar go poprawić. Z biurka zgarnęła nożyczki, by wyciąć niesforną metkę.

Stanęła przed lustrem. Ściągnęła żakiet i drogą jedwabną bluzkę. Z przerażeniem zauważyła, że jej klatka piersiowa znacznie się powiększyła. Dotknęła piersi. Usłyszała syk powietrza i paskudny odgłos paznokci zgrzytających o mocno napompowany balon. Wrzasnęła i wybiegła na korytarz.

Wpadła do biura, szef oprowadzał ważnego klienta. Lila z przerażeniem zauważyła, że nie założyła żakietu, a droga bluzka zwisa jej w ręce niczym martwe zwierzę. Poczuła, że się czerwieni. Chciała coś powiedzieć, ale zamiast tego się rozpłakała. Jej wielka, balonowata pierś zafalowała.

- Pani już tu nie pracuje – wycedził przez zęby szef i szybko wyprowadził klienta na korytarz.

Lila osunęła się na ziemie. W szale zaczęła wyrywać kłaki z puszystego dywanu. Miała ochotę zapalić. Przeszukała kieszenie żakietu, a potem ze wstrętem cisnęła go na zdychającą dracenę. Pozostało jej tylko jedno. Ten jeden ostatni raz.

Wyobraziła sobie bialutkiego „Pall-Malla”. Z rozkoszą zaciągnęła się nieistniejącym dymem. Usłyszała skrzypienie przepełnionego balonu, obrzydliwy skrzyp materiału miażdżonego potężnym ciśnieniem.

Eksplozja rozsadziła jej spragnione nikotyny płuca, a skrwawione strzępy ciała zachlapały liliowe ściany.

Brak komentarzy »

Do tego wpisu nie dodano żadnych komentarzy.

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu. Adres TrackBack

Dodaj komentarz