Tygrysia

15/12/2007

Bohema

(bo wreszcie zobaczyłam coś swojego na sklepowej półce)

Miał być wywiad. Trochę wstydliwe zadawanie pytań starszemu ode mnie człowiekowi. Człowiekowi, który prawdopodobnie będzie mnie uczył w którymś z przyszłych semestrów. Wywiad będzie za tydzień. Miejmy nadzieję.

W ramach rekompensaty Mój Mecenas zabrała mnie na wernisaż fotografii. W dzikim pędzie omijałyśmy korki i snujących się ze świątecznymi zakupami ludzi. Mróz połamał mi uszy na drobne kawałeczki, przenikał przez rękawiczki. Nienawidzę zimy.

Odnalazłyśmy brudną poniemiecką kamienicę, wesżłyśmy do środka. Nie znalazłyśmy włącznika światła i drogę parter-pierwsze piętro pokonałyśmy w kompletnych ciemnościach. Jakaś część mnie, ta która uwielbia jeździć nocnymi autobusami, rechotała w duchu. Sceneria jak z thrillera. I tylko mordercy brak.

Weszłyśmy do niewielkiego mieszkanka, a dym papieroswy buchnął mi w twarz. Kurpulentny ubrany na czarno pan, rozpaczliwie broniący się przed łysiną długimi piórami włosów, niemal zaciągnął nas do środka. Na moment otworzył zamknięte drzwi za którymi przelewał się ocean papierów. Z lekkim zażenowaniem zamknął mi je przed nosem, zanim zdążyłam dobrze się przyjrzeć. Widać, że dostałam stypendium i jestem bogatą kobietą.

Pokój był ciasny, o ścianach upstrzonych pajęczynami pęknięć. Fotografie (to dla nich tu przyszłyśmy!) zbiły się w ciasne stadka nad stołami z alkoholem. Nie były brzydkie, brzydkie były ramki. W kącie stały suche badyle, marny zewłok roślin zielonych. Ludzie w wieku moich rodziców palili papierosy i traktowali mnie z pewną rezerwą. Robili sobie ze mną zdjęcia, jak biali z murzyniątkami. Pomyślałam, że właśnie tak wygląda artystyczna bohema. Urzekł mnie specyficzny folklor i droga powrotna. Jakimś cudem nie spadłam ze schodów w czeluście nieoświetlonej klatki schodowej.

By ochłonąć Moja Mecenas zaprosiła mnie na czekoladę. Usiadłyśmy w nierówno pomalowanej knajpce. Naprzeciw siebie. Jak Mozart z Salierim. Rozmawiałyśmy o tym, co kochamy robić. O pisaniu. Ludzie biegali koło naszego stolika i śmiali się głośno. Zastanawiałyśmy się dlaczego jest ich tak dużo, a każda swoją odpowiedź zanotowała w duchu. Nigdy nie wiadomo kiedy się przyda.

Na niewielkie podwyższenie wyszedł niepozorny pan z jeszcze bardziej niepozorną panią. Rozpoczął się wieczorek poetycki. Jak w kiepskim filmie. Podano grzańca i skuszone wizją obcowania z literaturą postanowiłyśmy zostać. Niepozorna pani zapowiedziała wiersze niepozornego pana z rubasznym uśmiechem. Niektóre to śmiałe erotyki. Jak widać każdy ma takiego Mecenasa na jakiego zasługuje.

Niepozorny pan zwierzył się że pali niudane utworki. Jak widać, rękopisy jednak płoną. Odczytał kilka swoich najlepszych prac, które nie zrobiły na nas żadnego wrażenia. Żadnego pozytywnego wrażenia. Wyszłyśmy niedługo potem, wcześniej długo szukając kurtek w stosie odzieży krewnych i znajomych niepozornego pana. Rozstałyśmy się kilka ulic dalej z przeczuciem, że świeżbi nas pióro.

I już nawet wiem, których bohaterów wyślę do tej knajpki i każę wysłuchiwać kiepskiej poezji.

 

Liczba komentarzy: 6 »

  1. znowu zamknięta całość
    którą do tego nie każdy rozumie :)

    Komentarz autor Roberto — 15/12/2007 @ 10:56

  2. No to gratulacje, Roberto mi wytłumaczył nawias :)

    Komentarz autor Symek — 15/12/2007 @ 11:01

  3. Coś chyba w tym jest, że chłopcy są bardzo prości… xD

    Komentarz autor Tygrysia — 15/12/2007 @ 23:37

  4. Nie tylko chłopcy. Faceci ogólnie. To taka cecha gatunkowa. :D

    Komentarz autor Symek — 17/12/2007 @ 08:04

  5. -_-”
    ja bym prędzej powiedział, że to tylko z kobiecej perspektywy tak wygląda

    Komentarz autor Roberto — 17/12/2007 @ 17:46

  6. Oj nie, Robciu, nie tylko. :)

    Komentarz autor Symek — 31/12/2007 @ 00:18

Wątek RSS dla komentarzy do tego wpisu. Adres TrackBack

Dodaj komentarz